piątek, 30 sierpnia 2013

Od Elizabeth: Prolog

- Kochanie! Chodź! Tata już jest w samochodzie!- usłyszałam głos mamy dochodzący z dołu.
- Już mamo!- odłożyłam książkę na półkę.
Założyłam białe rękawiczki i zbiegłam po schodach na dół, mama zawsze kazała mi ubierać się jak arystokratka, dla mnie to było dziwne, bo nie lubiłam się chwalić tym, że jestem bogata, rodzice mają wielką firmę która zarabia miliony i w ogóle. Ale moja mama to co innego, ona chciała być damą, chciała mieć piękne sukienki i codziennie inną fryzurę, no i oczywiście mnie tez do tego zmuszała. Wyszłam na podwórko, jak zwykle zielona trawa była równiutko ścięta, a krzewy aż buchały kolorami. Przed bramą stało już białe BMW, za kierownicą siedział tata i pospieszał mnie. Podbiegłam do wozu i wsiadłam do niego. W środku pachniało cytryną, a skórzana tapicerka jak zwykle trzeszczała gdy się na niej siedziało.
- Co tak długo?- tata ruszył, mieliśmy jechać na jakiś festyn charytatywny.
- Nie mogłam znaleźć rękawiczek.- oczywiście to było kłamstwo.
- To dobrze, że je znalazłaś, idealnie pasują do tej białej sukienki.- miałam wrażenie, że mama się uśmiecha.
- Wolę spodnie.- naburmuszyłam się.- W sukience nie mam gdzie schować telefonu i jak się schylam to mi majtki widać.
Tata parsknął.
- To się nie schylaj. Poproś jakiegoś mężczyznę by ci coś podniósł jak ci upadnie.
Westchnęłam, nie miałam ochoty dyskutować z mamą, bo mogłybyśmy tak w nieskończoność. Nagle zobaczyłam nadjeżdżający tir z prawej strony, byliśmy coraz bliżej niego, a tata nie zwalniał.
- Tato… Tir…- jęknęłam.
- Tom! Nie rób sobie żartów! Hamuj!- krzyknęła mama, gdy byliśmy coraz bliżej niego.
- Nie mogę! Hamulce nie działają!
Tata zaczął szarpać kierownicą jakby chciał w dziwny sposób zatrzymać samochód bez hamulców, pociągnął za ręczny, lecz ten, z łatwością odskoczył. Był urwany. Mama krzyczała, tata próbował jakoś skręcić czy coś, ale chyba już wiedział, że nie da rady. Ja się popłakałam, to był widocznie mój koniec. Jeszcze dzisiaj rano planowałam co będę robić wieczorem, a teraz? Mknę ku śmierci. W końcu stało się to co nieuniknione, nasz samochód uderzył w tira, nie pamiętam wiele, poczułam uderzenie potem ból i nastała ciemność.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz