Wracaliśmy do domu w milczeniu, zauważyłam, że Gabriel jest rozdrażniony, więc nie chciałam pogorszyć jego stanu, no bo cóż... Nadal trochę się jeszcze go bałam. A tak poza tym to mnie strasznie dupa bolała i nogi. Na koniach było fajnie, ta pani (nie pamiętam jak się nazywa) była miła, chociaż muszę przyznać, że takie duże zwierzęta wywołują u mnie pewien lęk, że stanie mi się kolejna rzecz.
Gdy terenówka się zatrzymała przed domem (tak z innej beczki... Ile ja mam tych samochodów?!) to Gabriel pomógł mi wysiąść, przy każdym kroku wręcz stękałam, a on się cicho podśmiewał.
- To nie jest śmieszne.- mruknęłam.
- Oczywiście, że nie, ale masz ciekawą minę.
- Ciekawą?
- Niby cierpisz, ale jesteś zadowolona. Dawno tego nie widziałem.
Wywróciłam oczami i weszliśmy do domu, od razu przywitała nas nowa pokojówka Alice.
- I jak było? O matko Eli czy ten skurczybyk bardzo cię wymęczył?!
- Panienko.- demon warknął.- Nie zapominaj.
- Daj spokój Gabriel.- uśmiechnęłam się.- Trochę mnie boli tyłek, ale tak to jest super. Co na obiad?
- Przed obiadem musisz się przebrać.- mężczyzna się wtrącił.- W tym czasie Alice podgrzeję zupę.
Pokojówka miała coś powiedzieć, ale demon wziął mnie na ręce i zaniósł do pokoju. W sumie racja, powinnam się przebrać bo robiło mi się gorąco, usiadłam na łóżku, zdjęłam sztyblety i kamizelkę. Gabriel w tym czasie grzebał w mojej szafie i wybierał jakieś ciuchy, gdy w końcu się na coś zdecydował, to podszedł do mnie i zaczął zdejmować mi bluzkę.
- Co ty robisz?- powstrzymałam go.
- Pomagam ci się przebrać.- powiedział to bardzo obojętnie...
- Sama sobie poradzę.- zrobiłam złą minę.
- Na pewno?- uśmiechnął się.- Poza tym i tak masz bieliznę, musisz się kochana wiele nauczyć.
- Nauczyć? Niby czego?
- Nienawiści, złości, odwagi itd. Nie możesz być takim, że tak powiem, flakiem.
- Fajnie... Właśnie mój demon porównał mnie do flaka...
Gabriel wybuchnął śmiechem i odwrócił się uznając, że z bluzką sobie poradzę, miałam bieliznę, ale czułam się trochę skrępowana, niestety ze spodniami nie było tak łatwo, demon pomógł mi je zmienić.
- Nie wiem czy chcę się uczyć nienawiści, wolę sprawiać by ludziom było lepiej.- mruknęłam w końcu.
- Nienawiść pomoże w życiu.
Czy ja wiem? Przecież mam demona, który dla mnie zrobi wszystko. A tak z innej beczki to jestem bardzo ciekawa jak wygląda ten pakt na moich plecach... Postanowiłam do sprawdzić później, bo nie miałam ochoty ponownie się rozbierać. Wstałam z wyrka i powoli, sama, poczłapałam do kuchni, oczywiście Gabriel szedł tuż za mną i mnie asekurował, ale pomińmy to. Alice postawiła na stole talerz zupy i zaczęłam jeść.
- Gdzie w ogóle jest moja ciocia?- zapytałam.
- Na wyjeździe, dziś wieczorem powinna wrócić.
- A gdzie pojechała?
- Na Karaiby, z jakimś oblechem, za twoje pieniądze.- Gabriel próbował mnie rozdrażnić.
- Należał się jej urlop.
- Ja nie wiem na jakich ty falach nadajesz.- demon zrobił zdziwioną minę i dostał szmatą w twarz od Alice.
- Jak ty się do cholery jasnej odzywasz do panienki? Kultury trochę!
Spiorunował ją wzrokiem i znów dostał szmatą. Roześmiałam się na cały głos, jak ja ich uwielbiam! Na pewno nie będzie mi się nudzić!
- A ty z czego się śmiejesz?- demon też się zaśmiał.- Ciekawy jestem czy będzie ci tak do śmiechu gdy pójdziesz do szkoły.
- Jakiej szkoły?!- myślałam, że zaraz wypluję tą całą zupę.
- A ty myślałaś, że będziesz cały czas w domu siedzieć?
- Ale ja... Ja się boję.
- Nie mas się czego bać.- pokojówka uśmiechnęła się czuło.- Będzie dobrze. A teraz idź sobie coś porobić.
Zabrała pusty talerz i zaczęła zmywać, przeniosłam się i przeniosłam na kapnę w salonie.
- Gabrielu!
- Tak?- nagle znalazł się obok mnie na kanapie, aż podskoczyłam.
- Możemy pogadać?
- Później.- uśmiechnął się i podniósł.
Nie wiedziałam dlaczego tak zrobił puki nie usłyszałam otwieranych drzwi. Do domu weszła ciocia i chyba myślała że nikogo nie ma:
- Jutro jeszcze będę musiała iść do tego bachora i... Elizabeth?! Co ty tu robisz?!
Postanowiłam zignorować "bachora" i uśmiechnęłam się.
- Część ciociu, wypisałam się na własne żądanie. Jak minęła podróż?
- Dobrze...- zamknęła drzwi.- Jak to się wypisałaś? Co to za ludzie?
- To...-wskazałam na pokojówkę.- Alice, moja, to znaczy nasza pokojówka. A to...- wskazałam na demona który stał za mną jak anioł stróż.- Gabriel mój osobisty lekarz, nauczyciel i rehabilitant. Oboje będą z nami mieszkać.
- Ah tak? Ile bierzecie za dzień?
- Panna Alice pracuje za to, że może tu mieszkać, a ja ustaliłem już swoją cenę z panienką Elizabeth.
Wiedziałam, że powiedział o mojej duszy i poczułam na skórze jak się chytrze uśmiecha. Aż mi ciarki po plecach przeszły...
- Eli ja jestem zmęczona idź na górę.- złapała się za czoło, mogłabym przysiąc, że pod nosem powiedziała "Nie chcę cie widzieć zasrany bachorze"
- Dobrze ciociu.
Wstałam i Gabriel wziął mnie pod rękę prowadząc do pokoju. Gdy się tam znaleźliśmy to usiadłam na łóżku i podciągnęłam kolana do brody, siadając w pozycji embrionalnej.
- Gabrieluuu...
- Tak?- usiadł na krześle, wpatrując sie we mnie tymi swoimi pięknymi oczami. W sumie był bardzo przystojny, wysoki, umięśniony, czarne włosy... Dlaczego czuję motyle w brzuchu?
- Odpowiesz mi na tamte pytania? (Jadasz coś? Śpisz? Da się ciebie jakoś zabić?)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz