W nocy śnił mi się strasznie zły sen, no i był bardzo
dziwny… śniło mi się, że przyzwałam demona. To wszystko przez tą głupią
książkę, ale ona rano zniknęła. Gdyby tego było mało przyszedł do mnie nowy
lekarz, poprawka, nowy i przystojny lekarz. Okazało się, że to on ma moją
książkę i że to mi się nie śniło, tylko właśnie jego przyzwałam. Gdy zapytał
się mnie o książkę to zaczęłam panikować, a strach oblał całe moje ciało,
chciałam krzyknąć, lecz demon mnie złapał, zakrył usta i pozamykał drzwi.
- Nie krzyczymy.- szepnął mi do ucha.
Bałam się jak cholera, można powiedzieć, że sparaliżowanie
wróciło i serce zaczęło mnie kłóć. Nawet nie potrafiłam się popłakać.
- Teraz cię puszczę, a ty będziesz spokojna, dobrze?
Przytaknęłam, demon uśmiechnął się i powoli mnie puścił.
Zaczęłam się bać jeszcze bardziej.
- Uspokój się, bo ci serce siądzie.- zaśmiał się.- Ej, ja
mówię serio… Przejdźmy do rzeczy- znów usiadł na krześle.- Skąd masz te
książkę.
- D-dostałam… Od takiej staruszki.
- Staruszki? Mówiła coś?
Zaprzeczyłam i przesunęłam się do tyłu.
- No dobrze…-westchnął.- Wezwałaś mnie i chciałaś zawrzeć
pakt, więc do roboty.
- Nie, ja nie chce .- zaczęłam panikować.- Idź stąd, mam już
dużo kłopotów. Idź.- zaczęłam płakać.
- Jeśli mam iść, to zabije cię taka… Pani… Zastanów się nad
tym.
Nie chciałam umierać, na pewno nie teraz, czyli, że miałam
zawrzeć z tym gościem pakt? W co ja się wkopałam?!
- Da.. Daj mi leki.
Westchnął i zaczął grzebać w szufladzie, skorzystałam z
okazji jego nieuwagi i zerwałam się z łóżka, podbiegłam do drzwi i nerwowo
chciałam je otworzyć. Gdy w końcu się to udało, to mężczyzna mnie złapał i
zamek znów się zamknął. Zaczęłam krzyczeć, płakać i szarpać się.
- Zostaw mnie!!
- Uspokój się do cholery.- rzucił mnie na łóżko.- Nie chcę
ci zrobić krzywdy, dzięki paktowi będę cię chronić! – krzyknął.
Zamilkłam, nie było innego wyjścia, musiałam zawrzeć z nim
pakt, bo inaczej zginę.
- Dobrze…- mruknęłam.- Co chcesz w zamian? Pieniądze? Mam
je.
Uśmiechnął się, usiadł na łóżku obok mnie i mnie objął.
Odepchnęłam jego rękę i wlepiłam w niego wzrok. Miał takie piękne zielone oczy…
- Nie musisz się mnie bać, jestem tu po to by cię chronić, a
w zamian za to chcę… Twoją duszyczkę.
To było do przewidzenia, czytałam o tym w tej książce,
chociaż miałam nikłą nadzieję, że zażyczy sobie czegoś innego. Czyli, że jak
umrę to on weźmie moją duszę, czyli to będzie coś gorszego niż piekło. Właśnie
zjebałam sobie życie do końca życia… Westchnęłam.
- Dobrze… Zgadzam się. Moja dusza jest twoja.
Uśmiechnął się jeszcze szerzej, wziął nożyczki którymi
wczoraj rozcięłam sobie skórę i rozciął mi dłoń. Potem rozciął swoją i
podaliśmy sobie ręce.
- Pakt zawarty słonko.- jego oczy wręcz zapłonęły zielenią.
Na dłoni mężczyzny pojawił się zdobiony pentagram, a ja na
plecach poczułam ukłucie.
- Ty też masz taki.- spojrzał na swoją dłoń.- Tylko, że na plecach.-
Chciałam go jak najszybciej zobaczyć i ocenić, czy jest duży, czy mały czy
jakiś inny.- Później go zobaczysz, teraz weź leki na serce, a ja pójdę cię
wypisać.- Rolety znów się podniosły, a drzwi otworzyły, demon się podniósł i
poszedł do wyjścia.- Od teraz jestem twoim osobistym ochroniarzem i lekarzem, w
skrócie mów mi Gabriel.
Wyszedł a ja rzuciłam się na łóżko. Po prostu super…
Zawarłam pakt z demonem.
***
Gabriel wrócił po jakiejś godzinie cały w skowronkach. Gdy
tylko wszedł do sali to zaczął mnie pakować. Nie wiedziałam za bardzo co się
dzieje, wzięłam tylko ubrania i poszłam się przebrać. Gdy wróciłam, to demon
siedział na łóżku i czytał księgę.
- Czy na pewno powinnam wracać do domu? A rehabilitacja?
- Wszystkim się zajmę, nie martw się.- wyjrzał zza książki.-
Gotowa do drogi?
- Tak, chodźmy.
Podniósł się i wziął wszystkie torby, po czym wyszedł z
sali, a ja oczywiście za nim. Na dole czekał już czarny samochód, którego
wcześniej tu nie było. Gdy Gabriel chował bagaż to wsiadłam do samochodu,
zastanawiałam się czy nie zwiać. Jednak nie miałam kluczyków, a poza tym i tak
by mnie znalazł. W końcu demon wsiadł do auta i odpalił je. Cały czas czułam
przed nim lęk, tak jakby zaraz gdzieś miałby mnie wywieźć i zgwałcić. Wtuliłam
się w siedzenie i złapałam pasów, ja nie chcę z nim nigdzie jechać….
- Dlaczego się boisz?- uśmiechnął się i stanął na światłach.
- To chyba proste, prawda? Nic o tobie nie wiem, a moja
dusza jest już twoja.
- Sama mnie wezwałaś.- znów ruszyliśmy.- Jak chcesz to
pytaj.
To była interesująca propozycja…
- Ile masz lat?
- Duuuuużo, kolejne pytanie.
Dłuższą chwilę milczałam wymyślając najistotniejsze pytania,
dzięki temu przestałam się trochę bać. W końcu wymyśliłam:
- Nazwisko? Jadasz coś? Śpisz? Da się ciebie jakoś zabić?
Gabriel zahamował i spojrzał się na mnie tymi swoimi
pięknymi oczami.
- Wysiadamy.
- A pytania?
- Odpowiem później.
Wysiadł i przeszedł do bagażnika. Teraz miałam zamieszkać w
nowym domu, nie był to ten w którym się wychowywałam, on było o wiele mniejszy
i skromniejszy, ale ładny. Ciocia mi trochę o nim opowiadała. Wysiadłam z
samochodu i Gabriel wziął mnie pod rękę, bym się nie wywaliła, bo moje kroki
były jeszcze koślawe.
- Posłuchaj, wypisałaś się na własne żądanie, a ja jestem
twoim rehabilitantem i odwiozłem cię do domu. Rozumiesz?
Przytaknęłam i poczułam się jak w jakimś kryminale.
Ciekawiłam się tym jaka będzie moja ciotka, zawsze gdy do nas przyjeżdżała,
bądź ja do niej, to była miła i kochana, mama mi jednak opowiadała, że ciotka
to zło wcielone i nigdy mam nie wierzyć w jej fałszywy uśmieszek. Zatrzymaliśmy
się przed drzwiami.
- Mam pewne obawy…- mruknęłam do demona, o dziwo bez cienia
strachu.
--------------------------------
Znów krótko :(
Przepraszam, ale zaczęła się szkoła i nie mam chęci do wszystkiego....
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz